Minister miał mieć wolne od Ministrowej

Zwyczajny dzień Ministra to pobudka o 7.00 rano i praca od 8.00. Następnie o 11.00 przerwa, aby zabrać panią Ministrową na konie. Wizyta w stajni i 14.45 powrót. W ministerstwie na miejscu o 16.30 i praca do 21.00. Jednak dzień 9 maja 2017 roku miał być inny. Od mniej więcej 2 tygodni Minister informował panią Ministrową o tym, że tego dnia musi się spotkać z pewnym bankowcem z Liechtensteinu i dzień będzie zupełnie inny. Nie dadzą rady pojechać do konia i rozplanują go inaczej.

W dniu 8 maja o 17.00 czyli niecałą dobę wcześniej, pani Ministrowa poinformowała Ministra, że musi odebrać ministerialne dziecko z przedszkola maksymalnie do 16.30. Gdy Minister poinformował, że ma już plany – spotkanie z bankowcem, następnie wizyta u księgowego oddalonego o 70km od ministerstwa a później wielokrotnie odkładane spotkanie biznesowe ze współpracującą firmą (ze względu na to, że dzień w dzień pani Ministrowa musiała być wożona do konia i Minister nie mógł znaleźć czasu na to spotkanie – nie widział się z kontrahentem od 3 miesięcy). Pani Ministrowa zagotowała, dostała wścieklizny wykrzykując, że nigdy na Ministra nie można liczyć. Cóż, zawsze minister rzucał swoją pracę od 11.00 do 16.30 aby ją wozić do konia, ale nagle gdy tylko Minister musiał załatwić swoje biznesowe sprawy to okazało się, że nigdy nie można na niego liczyć. Ba, już nawet podobno z niańką założyła się, że „pewnie odmówi, pewnie nie da rady”. Tak, Minister nie da rady. Jak ma pierwszy od 3 miesięcy dzień wolny na pozałatwianie swoich spraw to oczywistym jest, że nie będzie siedział na tyłku i czekał na kolejna okazję, która pewnie nastąpi za kolejne 3 miesiące.