Ministerialna awantura o brudną kuchnię w Ministerstwie

Wczoraj Minister zrobił zakupy do ministerialnej kuchni. Po przyjeździe i awanturze dzień wcześniej o „brak produktów spożywczych w lodówce” zrobił przesiew. Wywalił wszystkie produkty jakie się znajdowały we wspomnianej lodówce. Został ketchup, musztarda i mleko. Wszystko wywalone (cały worek 60L).

Po wywaleniu wszystkiego z lodówki wziął się za gotowanie z zakupionych produktów. Na kolację zrobił roladki drobiowe z ziemniakami (bo najszybciej) a po kolacji zabrał się za gotowanie drugiego obiadu – pyszny gulasz ze świeżych warzyw i rewelacyjnego mięcha. Obiad skończył gotować przed północą. Następnie, gdy pani Ministrowa w łóżku już od 21.00 przed telewizorem leży, zabrał się za sprzątanie. Pomył gary (piętrowy stos umytych naczyń powstał – tyle tego było), umył piec, blaty, parapety i wszystko co było w kuchni. Nie mył tylko podłogi. Kuchnia zamknięta została, aby nie wlazł tam ani pies ani kot w nocy.

Minister i pani Ministrowa budzą się dziś rano. Pan minister jak zawsze idzie zrobić pani Ministrowej kawę do łóżka. Tak sobie piją kawunię aż pani Ministrowa pyta się, czy w kuchni bałagan. No to minister odpowiada, że średnio. Wszystko jest posprzątane tylko stos naczyń na suszarce trzeba pochować i umyć podłogę. Ale oprócz tego czysto bo też minister zamknął na noc kuchnie aby zwierzyniec nie narobił syfu. Po kawie pani Ministrowa idzie do kuchni i z kuchni wrzask:

– podobno w kuchni miało być posprzątane – krzyczy

– nie, powiedziałem że jest prawie posprzątane poza stosem naczyń w suszarce i podłogi – tego czego nie zdążyłem zrobić, gdy ty sobie już smacznie leżałaś w łóżku a ja po ugotowaniu dwóch obiadów nie zdążyłem ogarnąć – odpowiedział minister.

I tak to już bywa, człowiek się stara, kończy pracę o 20.00 i jeszcze robi dwa obiadki i sprząta syf z dwóch dni ale oczywiście awanturę trzeba było zrobić o stos czystych umytych naczyń. Racja, można było przecież nastawić budzik wcześniej i wstać przed zrobieniem kawy i pochować umyte naczynia…