Ministerialne dawanie po uszach czyli głośno

Minister pracuje w domu. Tak zawsze było, bo tak najwygodniej. Minister jest na tyle mobilny i większość rzeczy załatwiał przez telefon i e-maile, nigdy to nie było problemem. Ale coraz bardziej to przeszkadza, gdy pojawiają się dni jak dziś. Ale to chwilę wyjaśnienia, aby opisać co się właśnie w tej sekundzie dzieje.

Po napisaniu powyższego pierwszego akapitu musiałem wyjść na spacer, bo już nie wytrzymywałem. Na polu ciepło, więc okno otwarte. Za oknem główna arteria miasta z trzema pasami jezdni więc szum opon, ryk motocykli i dźwięk samochodów nie pozwala na zebranie myśli. Zazwyczaj do pracy zamykam okno, ale dziś Ministrowa ma wolne więc wietrzy w całym mieszkaniu. A jako, że ma wolne to i telewizor naparza na pełnej mocy, żeby „przekrzyczeć” szum aut z ulicy. Zazwyczaj telewizor wyłączony jest do pracy. A co do wolnego Ministrowej to zabrała się za krzątanie się po mieszkaniu. Nie może sobie znaleźć miejsca tylko łazi z kąta w kąt. Tu usiądzie, żeby pogrzebać sobie w pazurach, to podłubie leżąc na facebooku. W międzyczasie ma genialne pomysły i zaczyna sprzątać. To wszystko w chwili gdy potrzebuję maksymalnego skupienia na pracy. Ale to nie wszystko. Dziś ubrała sobie do chodzenia po mieszkaniu jakieś wygrzebane z szafy chodaki. Rozumiecie to? Zawsze chodzimy po mieszkaniu boso. Ale dziś do łażenia ubrała sobie buty. I przełazi co 3 minuty koło biurka naparzając swoimi stopami rozmiar 38 w pieprzonych butach. W chwili, gdy potrzebuję spokoju w pracy.

Samochody za oknem a okna nie można zamknąć. Telewizor na maksymalnej głośności żeby przekrzyczał szum ulicy i nie można go ściszyć. I do tego ona ubrała sobie chodaki. Można zwariować. Chyba trzeba zrobić wolne, bo nawet jednego zdania porządnie nie jestem w stanie napisać. No i chyba czas pomyśleć o wynajęciu biura.