Na zawsze Laurence, czyli dalszy ciąg wypowiedzi

film który mimo wszystko mnie zawiódł. Pojawiła się w nim ciekawa treść, czyli on zmienia płeć, w pracy tego nie akceptują, rodzina nie akceptuje, żona się stara ale nie podołuje i w taki sposób kończy się wielka miłość. Ona zakłada swoją rodzinę on zostaje w swoim świecie, po czym uczucia i wspomnienia biorą górę, spotykają się ponownie i znów coś nie wypala, ona ma mimo wszystko żal, że to zrobił, że wolał wybrać bycie kobietą niż bycie z nią. Czuje się tym faktem urażona, że wtedy gdy byli w raju on/ona to zależy jak odbierasz tą problematykę wywróciła wszystko do góry nogami. Wtedy gdy nastało to ciężkie pytanie, dlaczego wolałaś się zmienić, bardziej od bycia ze mną, czy żałuje. Ona odpowiedziała, że nie żałuje porannego widoku w lustrze i zadowolenia, że w końcu jest tym kim zawsze marzyła być. Poza tym momentem, który poruszył ciężki miłosny problem oraz to, że końcowo i tak nie udało się im zostać razem, tak jak to w życiu jest. Bez lukrowania rzeczywistości, że druga strona to zaakceptuje. Bolesny film pokazujący problematykę o wiele głębiej niż zwykłe widzi mi się danej osoby.