Sztuka współczesna w Katowicach

Ogarnął mnie duży zawód po wejściu na wystawę galerii. Ucieszyłam się, że mimo wszystko jest ona dostępna dla każdego, kto chciałby obejrzeć zmieniającą się wystawę w biegu. Może wpaść rozluźnić się na 10 minut, lub spiąć zależnie od tego jakie wystawa ma wzbudzać emocje i czy faktycznie daje taki rezultat. Ogólnie przestrzeń wystawowa tam jest bardzo mała.

Niestety ta wystawa, na którą trafiłam ja przyprawiła mnie o dreszcze i zawód, niesamowity zawód. W wielu galeriach współczesnych już byłam, w te wakacje mam odwiedzić Nowojorską i wiem jak powinno dobrze to wyglądać. Nie oczekuję takiej rozpiętości, przepychu i klasy, chciałabym po prostu mieć zawiesić na czym oko i nie czuć się zażenowaną.

Niestety tak jak miało to miejsce w Katowicach. Niektóre obrazy bardzo słabe, wręcz niezrozumiałe dlaczego się tam znalazły, zamiast szukać w takiej abstrakcji geometrycznej, kompozycji i sensu, zauważało się tylko brak kunsztu i niechlujność jej tworzenia u autora, typu przy tworzeniu koła cyrklem, trochę wyjechał ołówkiem i tp. Jeśli miał na celu wzbudzenie tych emocji to brawo. Jedna praca mi się podobała, niestety takie rzeczy wymyślam na moich studiach, w pracowni wystaw. Chodzi mi tutaj o uchylone stare drzwi tak by widz z ciekawości zerkał co sie tam wewnątrz dzieje, a były tam ustawione wszelakie obrazy i lustra, w których to odbijały się obrazy po stronie ściany, której nie bylibyśmy w stanie zobaczyć. Podstawowy trik banalny, ale jedno z niewielu, które zaciekawiło.